Blog
*
miraż
9 obserwujących 23 notki 17592 odsłony
miraż, 3 czerwca 2011 r.

Homoseksualizm a ewolucja

W kwestii legalizacji związków homoseksualnych doszło do kolosalnego pomieszanie pojęć, któremu warto się przyjrzeć i przynajmniej częściowo rozplątać. Dobrą ku temu okazją jest fala dyskusji po ostatniej wypowiedzi D. Tuska.

Jednym z argumentów przeciwników legalizacji zwiazków partnerskich jest nienaturalność homoseksualizmu. Odwołują się oni do rozumowania przyrodniczego: normą jest heteroseksualizm, powiadają, jako mechanizm zapewniający trwanie gatunku. Seksualność to biologiczne ‘oprzyrządowanie’ rozmnażania i jest z nim nierozerwalnie złączona, homoseksualizm jawi się tutaj jako wynaturzenie, skoro jest uprawianiem seksu niezgodnie z jego, no właśnie czym? - Z jego przeznaczeniem, celem, zdają się odpowiadać konserwatyści.

Użycie argumentu ewolucyjnego w taki sposób jest grubym błędem i świadczy o niezrozumieniu istoty ewolucji. Przypadkowe zmiany i selekcja środowiskowa - oto jedyny mechanizm, za pomocą którego natura tworzy i wartościuje. Mutacje materiału genetycznego są przypadkowe, a przeżywają tylko te z nich, które są w wystarczającym stopniu przystosowane do środowiska. Reszta ginie. Nie ma w przyrodzie żadnego innego kryterium normalności czy naturalności - naturalne jest wszystko co istnieje, w przeciwnym wypadku wyginęłoby.

Chciałbym w związku z tym zauważyć, drodzy fundamentalistyczni chrześcijanie, że homoseksualiści istnieją. Dlaczego? Otóż kolejnym mechanizmem, którego się powszechnie nie rozumie jest dobór krewniaczy. W przyrodzie liczy się przetrwanie genów ale można je zabezpieczać nie tylko w linii prostej. Moje rodzeństwo ma 50% moich genów, jeśli więc mam czworo bratanic i siostrzeńców, to tak jakbym spłodził dwoje własnych dzieci! Homoseksualista, który nie założył własnej rodziny lecz jednocześni pomaga rodzeństwu w wychowywaniu dzieci, zabezpiecza przetrwanie swoich genów niegorzej niż heteroseksualista. To pierwsze z brzegu wyjaśnienie istnienia homoseksualizmu w przyrodzie.

Kolejnym aspektem ewolucji jest jej przypadkowość. Mieszanie genów, które doprowadza do powstania jajeczek i plemników jest losowe. Mutacje genetyczne, nowe przystosowania, gatunki – również. Nie natrafiono do tej pory na żaden ślad celowości w tych procesach. Seksualność nie powstała w celu rozmnażania. Seksualność ukształtowała się jako ciąg przypadkowych małych zmian, za każdym razem z jakichś powodów pożytecznych, powodów które zresztą nie musiały mieć nic wspólnego z reprodukcją. W którymś momencie ta długa ścieżka zmian doprowadziła do uformowania się instynktu użytecznego w rozmnażaniu płciowym. Tu nie było celu, widzimy go my, ludzie, kiedy badamy te z przystosowań, które okazały się udane i występują w formie ewolucyjnie wykończonej w ciągu tysięcy pokoleń.

Dotykamy tu kluczowej cechy ewolucji i w ogóle życia - jakościowej zmienności. Jakiekolwiek twór ewolucyjny, struktura, substancja chemiczna, odruch, instynkt, powstały w określonych okolicznościach i spełniający określoną funkcję, może utworzyć jakościowo nową strukturę o zupełnie nowych funkcjach. Mała zmiana w materiale genetycznym ma wpływ na cały organizm, a to co dziś jest komórką twojego naskórka, za ileś pokoleń może być wykorzystane do budowy oka.

Zapewne już się domyślacie, Drodzy Czytelnicy, jak się to wszystko ma do homoseksualizmu. Nie jest bowiem tak, że przystosowania są z czymkolwiek nierozerwalnie związane, a seksualnośc nie jest tu wyjątkiem. Owszem, jej funkcją u zwierząt jest reprodukcja ale cóż z tego? U człowieka spełnia również inne role. Jest mianowicie składnikiem relacji międzyludzkich, życia emocjonalnego, częścią miłości, przyjaźni, sympatii, zabawy, radości, przyjemności, złości, zazdrości; do wyboru do koloru. Ewolucja trwa. Ewolucja idzie naprzód nie oglądając się na ograniczone ludzkie zrozumienie.

Nie pojmując czym jest życie i jak oszałamiające perspektywy przed nami otwiera, ile zdrowej radości możemy zaznać za darmo, z tego tylko tytułu, że mamy ciało, chrześcijańscy fundamentaliści spychają nas do pozycji... zwierząt. Bo to u zwierząt – nie zaś ludzi - seksualność jest nierozerwalnie związana z rozmnażaniem. Na gorzką ironię zakrawa fakt, że często w prywatnych rozmowach osoby o fundamentalistycznej moralności gardzą i nazywają zwierzętami ludzi cieszących się radosnym, więziotwórczym seksem.

Chcąc powiedzieć coś konstruktywnego na temat homoseksualizmu, trzeba wniknąć właśnie w jego interpersonalny aspekt. To już temat na osobny wpis. Dość powiedzieć, że z pseudonaukowymi rozważaniami na temat homoseksualizmu nierzadko idzie w parze właśnie negowanie jego międzyludzkiego wymiaru. Stąd już blisko do żenującego natrząsania się z anatomicznych aspektów takich form współżycia, grubiańskiego porównywania relacji dwóch bliskich osób do seksualnego kontaktu ze zwierzętami, przedmiotami, i tym podobnych. Co jakiś czas mamy na Salonie24 niechlubne tego przykłady w twórczości T. Terlikowskiego. I tam, na blogu człowieka, który stawia się za wzór katolika, w jego komentarzach bez krztyny delikatności i szacunku dla uczuć, widzę... pornograficzne spojrzenie na ludzką seksualność.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @All - o argumentach K. Łozińskiego Autor przynajmniej w części nie wie o czym mówi....
  • @wislawus Nie zgadzam się na odbieranie komukolwiek człowieczeństwa z jakichkolwiek powodów,...
  • @ @kinimod Sprostowanie owszem jest ale zostaje niesmak, że napisał felieton a nie...

Tagi

Tematy w dziale